Poniżej prezentujemy relacje z niektórych projektów realizowanych przez wolontariuszy Wolontariatu Studenckiego. Fundacja Aktywizacji i Rozwoju Młodzieży nie tylko przyjmuje studentów do placówek gminy Staszów ale i wysyła chętnych w różne miejsca Polski.
Każdy projekt jest inny... ale jakby taki sam: radosny, wartościowy, pouczający, magiczny.
Z resztą....niech sami o tym opowiedzą!
Wolontariat Studencki: Szkoła Podstawowa w Kamesznicy
(powiat żywiecki), 16-23.07.2006
![]()
Jola, Kuba, Paweł, Kasia - wolontariusze z Kielc w Kamszenicy
„Kamesznica jest wsią zaludnioną i rozległą. Jej zabudowania, położone na wysokości od 480 do 560 m n.p.m., rozciągają się na południowo-wschodnich zboczach Baraniej Góry, wzdłuż dwóch potoków: Bystrej i Janoski, które w pobliżu centrum osady łączą się i płyną dalej na wschód, by po ok. 3 km wpaść do Soły już na terenie Milówki (rodzimej wsi Braci Golców).
Pięknie brzmiąca nazwa osady, która pochodzi ponoć od "kamieni lśniących" znajdowanych ponoć na dnie przepływającego tędy potoku, pojawiła się w dokumentach pisanych w 1626 r., w wykazie Państwa Żywieckiego. Przez wieki nazwę Kamesznica kojarzono jednak ze zbójnictwem, gdyż stąd właśnie pochodziło wielu beskidzkich rabusiów, m.in. słynny Proćpak.” W pobliżu Kamesznicy znajduje się Koniaków słynący z wyrobu koronek.
Takim oto opowiadaniem ( oczywiście tylko w skrócie, gdyż słowami nie da się opisać piękna tego krajobrazu, przytoczyć wszystkich ciekawostek) zostaliśmy „wprowadzeni” przez pana Edwarda Wojtasa (informatyka- matematyka w Szkole Podstawowej nr 2 w Kamesznicy nazwanego przez dzieci 'panem Edkiem') w historię miejscowości, w której mięliśmy realizować projekt Wolontariatu Studenckiego.
Już w niedziele poinformowano nas ze miejscowy proboszcz zapowiedział nasz przyjazd i zachęcił tym samym dzieci do uczestnictwa w zajęciach.
Zaczęła się wspaniała przygoda. W poniedziałek na pierwszych zajęciach dzieci były troszeczkę nieufne, ale po kilku godzinach wspólnych zabaw integracyjnych i rozmowie z nami zdecydowały ze projekt „Zabawy w teatr” im się podoba. Z entuzjazmem zabrały się do pracy, a było jej sporo. Zaczęliśmy od wymyślenia tytułu sztuki. Po zebraniu wszystkich pomysłów, dzieciaki stwierdziły ze sztuka będzie miała tytuł: „Zaczarowany las”.
Pierwszym krokiem było wykonanie plakatu promocyjnego. Pod nadzorem Joli i Kasi (absolwentek Liceum Plastycznego w Kielcach) dzieciaki wykonały przepiękny plakat, który wywiesiliśmy przed szkołą. Następnie zajęliśmy się szukaniem motywów do sztuki. W tym celu wspólnie z dziećmi wybraliśmy się na wycieczkę (malownicze tereny same inspirują), spisaliśmy pomysły i powstał scenariusz. Kuba zajął się reżyserią, a ja, no cóż - miałem zając się historią, (bo to umiem najlepiej), a zająłem się sportem, bo nie sama sztuką i nauką człowiek żyje. W przerwach miedzy meczami, dzieciaki wykonywały stroje i dekoracje sali do przedstawienia. Nadszedł sądny dzień.
Od rana w szkole panowała przemiła atmosfera, każdy czuł się za coś odpowiedzialny, wszyscy pomagali jak mogli. Dzieci kończyły dekoracje, Kuba i Ja udzielaliśmy ostatnich porad reżyserskich, odbyła się próba, Kasia i Jola malowały twarze.
Dowiedzieliśmy się ze oprócz rodziców nauczycieli i dyrekcji szkoły na przedstawieniu będą nasi zwierzchnicy: Krajowy koordynator wolontariatu: Małgorzata Kotowska, oraz pani Janina Wójtowicz, i operatorzy kamer. Dzieci się trochę wystraszyły, ale udało się opanować tremę.
3,2,1... krótka zapowiedz i wprowadzenie i przedstawienie ruszyło. Mali aktorzy wychodzą na scenę i po kolei wypowiadają swoje kwestie. UF udało się! wszystko OK.
Gorące brawa oraz uśmiechy na buziach dzieciaków ich rodziców, dyrektora, naszych przełożonych mówiły same za siebie. Podobało się!
Na koniec wręczyliśmy dyplomy, były to niezwykle dyplomy, bo malowane ręcznie przez Jole i Kasie. Niestety tydzień minął szybko, i trzeba było jechać. Ostatnie uściski z dziećmi, wymiana e-maili i (niestety wyjazd).
Pan Edward -wspomniany nauczyciel informatyki- służący nam zawsze przydatną i cenną informacją nie tylko z zakresu informatyki(udostępnił nam sprzęt multimedialny z internetem), ale i tutejszej historii, opowiedział nam, że tereny Kamesznicy odwiedził niegdyś Jan Paweł II. Chciałbym przytoczyć tu jego słowa oddające to, co czuliśmy żegnając się z dziećmi.
„Cóż powiedzieć: żal odjeżdżać” Jan Paweł II
Dzięki Wolontariatowi Studenckiemu każde z nas miało okazje poznać piękno powiatu żywieckiego, gwarę, folklor, krajobrazy, oraz wspaniale osoby a przede wszystkim pomysłowe dzieci. Ja osobiście nabrałem nowego spojrzenia na swoje cele, a uśmiechy dzieci pobudziły i zainspirowały mnie do kolejnych działań i opracowywania nowego projektu Wolontariatu Studenckiego.
Paweł, wolontariusz ze Staszowa
Więcej zdjęć i film z przedstawienia na stronie internetowej:
http://serwis.czajen.pl/
Wolontariat Studencki: świetlica socjoterapeutyczna w Sielcu, 26.06-02.07.2006![]()
Łucja i Agata, studentki-wolontariuszki z Poznania
"Mała, urocza świetlica pośród przepięknej, soczystej zieleni i gromadka rozgadanych i roześmianych dzieci. Taki był mój pierwszy widok po przyjeździe do Sielca. Mogło to być zwiastunem tylko czegoś dobrego. Dzięki Wolontariatowi Studenckiemu miałyśmy okazję również poznać piękno Województwa Świętokrzyskiego, któremu można by poświęcać liczne eseje. Nie wspomnę już o Basi i jej rodzinie, którzy przyjęli nas z iście polską otwartością... eh aż mi się łezka w oku zakręciła ze wzruszenia. W trakcie projektu pewna młoda osoba spytała nas, ile nam za przychodzenie na świetlice płacą. Wtedy poprosiłyśmy jedna dziewczynkę, żeby się uśmiechnęła mówiąc, że właśnie tyle. Nie zrozumiała. Te małe uśmiechy na buziach dzieciaków były takimi niematerialnymi monetami, które za każdym razem wpadały do naszych sercowych skarbonek i doładowywały sił i energii, aby jeszcze bardziej się angażować." Łucja, wolontariuszka z Poznania
I tak się stało.
Nasz Wolontariat Studencki trwał (niestety) zaledwie tylko tydzień, ale był to tydzień pełen wielu niezapomnianych wrażeń, zabawy i śmiechu. A wszystko to za sprawą kilkunastu niesamowitych dzieciaków z Sielca i okolic, z którymi miałyśmy przyjemność współpracować. Tak niepowtarzalną, bajkową atmosferę udało się stworzyć dzięki ich entuzjazmowi, pomysłowości i oczywiście ich wyjątkowości, które ujawniały się w trakcie naszych podróży z Panem Kleksem po licznych niesamowitych krainach, w których mogliśmy przeżywać rozmaite przygody.
A która była dla mnie najpiękniejsza? Chyba ta, która prowadziła do poznania serduszek tych małych marynarzy. Niesamowite były przemiany, które się dokonywały na naszych oczach. Z początku nieco nie ufne i nieśmiałe, aby z czasem z pełną otwartością i ufnością przyjąć nas do swojej załogi. Jeśli ktoś by zapytał, co wspominam najmilej to oprócz tego, że każdą minutę tam spędzoną mogłabym zaliczyć do najmilszych to jednak, gdy wspominam wolontariat pojawia mi się przed oczami wielkie pole wysokiej trawy i wychylające się z niej główki niczym grupa komandosów szykująca się do akcji (a dla ścisłości bawiliśmy się wtedy w "szukano").












