Arabia Saudyjska
Wyprawa nie tylko za morze (piasku i Czarne) ale i na inny kontynent udała się dzięki mojemu tacie, który rezyduje na znajdującej się 140 km od Rijadu farmie Al-Khalediah gdzie prowadzi stadninę koni. Oto kilka zdjęć z tego niesamowitego totalitarnego kraju bogaczy, pustyni i ropy - Arabii.
Farma (dosłownie!) Al-Khalediah

Wojtek, mój brat, Ulft, jego wierzchowiec oraz ja i mój wierzchowiec Jasper. Jazdy konne były możliwe wyłącznie o 5 rano, potem słońce jest zabójcze.

Park dzikiej przyrody znajdujący się na środku pustyni (sic!), w całości nawodniony ze studni głębinowych (200 m głębokości). Na jednym zdjęciu w tle łabędzie i flamingi. W parku były zwierzęta od antylop i żyraf po gęsi. Oczywiście żadnych klatek ani nic podobnego zwierzaki nie potrzebują, oprócz, oczywiście, drapieżników. Kiedy pierwszy raz wjechaliśmy na główny trawnik gdzie zwierzęta przychodziły do wodopoju i paść się od razu pojawiło się skojarzenie z widokówkami, które rozdają świadkowie Jehowy. Brakowało tylko ogromnej tęczy.
Pustynia w obrębie farmy, po której szalał mój mały konik mający zaawansowaną agorafobię i lęk przed kopnym piaskiem. W kilku miejscach wydmy naprawdę robiły wrażenie, czuliśmy się jak prawdziwi beduini.
Jasper i jego pani przy jednej z kilku tysięcy palm daktylowych rosnących na farmie. Owoce okryte są siatką, żeby żadne ptaszyska nie pomniejszyły plonów…

… ale na niektórych drzewach nie było ograniczeń, a można było jeść do woli świeże, pulchne daktyle! Znosiliśmy je do domu kilogramami, po tygodniu zaczęły zalegać w lodówce, bo ani ja ani brat nie mogliśmy już znieść tej słodyczy.

Mieszkanie taty, wytchnienie dawał basen znajdujący się tuż za kortem tenisowym jakieś 20 m od willi. Takie to warunki pracy oferują obcokrajowcy – Polacy, uczcie się!
Jazda konna nie była jedyną rozrywką. Całkiem dużą popularnością cieszy się w Arabii poskramianie gadów :D Ten konkretny gad pilnował biura nadzorcy parku dzikiej przyrody, do którego chcieliśmy się dostać.Pustynia skalistagłówną atrakcją Arabii saudyjskiej są sprawiające niesamowite wrażenie różne rodzaje pustyń. Nie spodziewaliśmy się, że kupa piachu może przybrać takie formy i kolory - od bieli do głębokiego pomarańczu, od wydm po fantazyjnie ukształtowane skały. Oto zdjęcia z wycieczki na jedną z pustyń:

Ciekawa forma erozyjna u progu skalistego wąwozu, którym zaraz pojedziemy
I już w wąwozie. To najsuchsze miejsce jakie widziałam w życiu, ale mimo to udało się wyrosnąć temu drzewu, które ma się całkiem dobrze, a liście ma pełne wody.Zatoka perska - miasto Al Damman
Wycieczka nad zatokę wiązała się z kilkugodzinną podróżą na wybrzeże, a potem jeszcze dłuższymi poszukiwaniami plaży dla rodzin, gdzie mogłabym razem z tatą i bratem wejść do wody. Niestety nie udało nam się dotrzeć na plażę z kąpieliskiem, ale mimo wszystko nie żałowaliśmy - konsystencja zatoki za gęsta, żeby pływać a zbyt rzadka, żeby orać nie zachęcała do pławienia się. Niemożność kąpieli rekompensowały jednak widoki miasta i wybrzeża, oraz zdobycze plażowe. Trafił się nam nawet zasuszony w całości krab.
Wszędzie poza farmą musiałam zakładać Abaję, sukienkę przypominającą szlafrok spod której teoretycznie nie widać ani kawałka ciała. Żeby nie umrzeć z gorąca musiałam czekać, aż nikogo nie będzie w pobliżu, a i wtedy zdejmowanie abai nie wchodziło w grę, można ją co najwyżej podwinąć. Na szczęście nikt nie wymagał od europejek noszenia chust.
Ulice Dammam były całkowicie puste w przez większość dnia. Życie w Arabii zaczyna się po zmroku, około 20:00 całe rodziny wychodzą po zakupy i na spotkania, przedtem kryją się w zaciszu domów ogrodzonych jak fortece. Saudyjczycy nie są zbyt otwartym narodem, ale paradoksalnie kiedy jakimś cudem dojdzie do spotkania są niezwykle przyjacielscy, nie mają uprzedzeń. Nawet tzw. policja obyczajowa nie podchodzi do nikogo agresywnie. Dopóki, oczywiście, nie zostanie złapany z wieprzowiną w dłoni :D

Wszechobecne meczety – tutaj jeden zbudowany na sztucznej wysepce, gdzie nie ma nic oprócz drzew i altan piknikowych. Spotkaliśmy też jeden zbudowany po środku ulicy :D
Rijad - stolica kraju
Oczywiście Arabia to raj dla samochodów, wbrew pozorom nie tylko pustynia dominuje w krajobrazie, ale i ulice. Kilometry asfaltu i bardzo, ale to bardzo dużo stacji benzynowych. Wielbłądy są rzadsze (chodź też ich dużo, patrz niżej) niż wraki aut zalegające okolice autostrady. Tu - Widok ogromnej stolicy Arabii, Rijadu, ze szczytu jednego z jego wieżowców (poniżej)
Autostrada Mekka - Rijad
Transport wielbłądów i namioty Beduinów.
Luksusy:
Inne atrakcje Al-Khaledii: „namiot” w zoo, z którego można oglądać zwierzęta wylegując się na miękkich poduchach i kręgielnia ukryta za jedną z wydm, gdzie za darmo bawiliśmy się do woli. Kręgielnia dostępna była tylko dla pracowników farmy, a namiot powstał dla gości jej właściciela, księcia Khalida, który pojawiał się tam dość rzadko. Oprócz tego książę posiada trzy sztuczne jeziora, tor wyścigowy, pałac wyposażony we wszystkie udogodnienia i otoczony ogrodami. Nie mieliśmy tam wstępu ale zza wielkiego płotu słychać było krzyki tropikalnych ptaków, można też było zobaczyć przez bramę fasadę budynku do której prowadziła aleja pięknie zadbanych palm. Była też rezydencja dla gości z basenem i ogrodem, pracownicy mogli korzystać z "naszego" basenu na małym osiedlu willowym i drugiego na osiedlu dla zwykłych pracowników. Nie brakowało tam dosłownie niczego